Księga Gości
Pozostaw tu swoje życzenia, prośby, myśli - co zechcesz!

Chcesz podzielić się opinią?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Zapraszam do wpisania!

AlmasJune 1, 2015
Nie wiem w zasadzie od czego zacząć- od fantastycznej atmosfery na zdjęciach, czy może od wspanialej przygody podczas pleneru, a może od kapitalnych fotek, które możne oglądać bez końca ,ciągle z tym samym niedowierzaniem- czy to naprawdę MY?:) Jednym słowem opisać się nie da tego co Ania wyczynia ze swoim aparatem. My jeszcze raz dziękujemy i jesteśmy szczęśliwi, ze się zdecydowaliśmy na sesje. Efekty przerosły nasze najśmielsze oczekiwania. W odpowiedzi na temat poruszony w blogu- o Ani dobra duszyczka, pozytywny skrzat, fotografka ze wszech miar kapitalna, profesjonalna i o niespożytej energii. Jeszcze zanim zaczęła robić nam zdjęcia w dniu ślubu uratowała mój bukiet ślubny i wiązankę starszej przed całkowitym oklapnięciem , pomagała wpiąć welon i dobrym nastrojem rozładowywała napięcie. Właściwy człowiek na właściwym miejscu!!!!!!!!!! Na samej uroczystości świetnie dogadywała się z kamerzystą i dzielnie walczyła z nawałem rodzinnego sprzętu fotograficznego, który rzucał dzikie flesze w najbardziej strategicznych momentach.Ania i tak zawsze znajdowała sobie najlepsze miejscówki, o czym mogliśmy się przekonać oglądając później zdjęcia. Plener, ach , plener :) O tym najpiękniej napisałby mój mąż szanowny:) Ania wie o czym mówię. Trzeba było się nieźle napracować żeby go przekonać do współpracy. Taki nieśmiały nagle patrzcie państwo.Biedna Ania prośbą i groźbą Go podchodziła. Uff, na szczęście się udało( bez żadnych środków rozweselających:).Plener rozłożony był na dwa dni. Pierwszy zaraz w poniedziałek po poprawinach, więc pełni energii i zapału(hahaha) ruszyliśmy szlakiem okolicznych Solcowi łąk, pól, pastwisk i kamieniołomów. Drugi- przejażdżka wiejska furą i ognicho z kiełbaską(jak u cioci na imieninach). Ciężko więc było zorientować się, że o to powstają zdjęcia. Atmosfera bardzo rozluźniająca i miła sprawiła, że dwoje sztywniaków wdzięczyło się do obiektywu. Kiedy otrzymaliśmy pierwsze zdjęcia szczęki nam opadły i tak zostały do dziś. Szok, szał, radość. Rodzinie i znajomym chwialimy się do dziś. Wszyscy zgodnie sie zachwycają razem z nami. Przyszłym parą mogę tylko powiedzieć- nie ma się nad czym zastanawiać. Zdjęcia Ani są najlepszym świadectwem. A Tobie Aniu- dziekujemy i mamy nadzieję, żę spotkamy się jeszcze przy okazji innych okoliczności, już z ciekawością przyglądamy sie akcji tatusiowanie :) pozdrawiamy
Scroll to Top